20 października 2010

Mazidło z groszku najzieleńszego , czosnku i wielości masła powstałe!

Jakem obiecał, takem operację stwórczą rzeczonego mazidła uskutecznił... Mam nadzieję, iż moi koledzy ze wschodu uradują się niezmiernie a ich podniebienia kontent będą. Do dzieła zatem!

Zanim swe kulinarne umiejętności prezentować Wam tu - moi drodzy nieszczęśnicy - zacznę , pokatuję Was opowieściami o mazidle. Etymologii, historii, składu organoleptycznego i inszych inszości , które w moim chorym umyśle z pewnością zaraz się uskutecznią..:
- do czego służy mazidło? - mazidło służy do wszystkiego, ale najlepiej smakuje z bagietką. Lub inszym pieczywem. Lub z czymkolwiek innym. Mazidło jest uniwersalne, niebanalne i może być używane w celach i proporcjach jakie tylko sobie wymyślicie. Oczywiście kompletnie żadnej odpowiedzialności nie ponoszę, za sposoby użytkowania przez Was oraz powstałe skutki... Czegokolwiek i jakiekolwiek.

Ten "smar groszkowy" o którym dziś mowa, z pewnością powstał we Francji. Przynajmniej ja ten smak poznałem własnie we francji , a dokładnie w okolicach Lille. I nie sądzę by to był jakiś lokalny przysmak.. Po prostu w tamtych rejonach mieszka me wujostwo, a dokładnie wujek, sztuk jeden, i przy okazji którychś odwiedzin po prostu ten zacny człek mi zaserwował to istne cudo. Myślę sobie iż niebanalność tego dodatku bagietkowego wynika po części z niebanalności mego zacnego wuja, którego w mojej rodzinie zwykło nazywać się "Żaluk". :) (i zagadka: od jakiego imienia ta ksywka pochodzi??:> )
Uwielbiam przebywać u mojego wuja - bo i francja pełna niesamowitych smaków jest, i sama kultura kulinarna i jedzenia - biesiadowania wręcz, mnie pociąga. Dodatkowym kolorytem tych z wujem chwil wspólnie spędzonych jest jego nieznajomość polskiego, a moja francuskiego.. Mówię Wam, jak to na wyobraźnie działa!!

10 października 2010

Masło Klary czyli o klarowaniu masła w niewyszukany sposób..

Masło jakie jest każdy widzi. Masło jest dobre , smaczne i .. i starczy!
Najwięksiejszym problemem masła jest fakt że dymi się. Dymi się jak cholera. Oczywiście nie w stanie skupienia znanym nam z markietu - dymi się jedynie za długo i mocno podgrzewane. Ma to swój urok jakiś zapewne , ale przy wykonywaniu akrobacji kulinarnych choćby z taką wołowinką, jest to raczej ujemny minus niż dodatni plus.

Dlatego dziś postanowiłem zapodać Wam sposób na "Dodatni minus ułomności masła".
Nazywa się to fachowo (książki tak mają napisane) klarowaniem masła. Po cóż więc te masło klarować?.
Otóż po primo masło sklarowane jest zdecydowanie zdrowsze - wręcz w niektórych kulturach uważane jest za afrodyzjak. Po primo primo względy praktyczne - masło klarowane ,pozbawione w ten sposób białek,śmietany,śmieci i co tam jeszcze mamy w maśle, o wiele dłużej możemy przechowywać. W lodówce podobno nawet do dwóch lat.. Ale to trzeba być skończonym debilem chyba, żeby sobie klarować masło po to tylko, by stało w lodówce dwa lata.. Tak czy siak - nie pleśnieje, nie jełczeje i nie śmierdzi.
Primo primo primo : masło klarowane ma o wiele delikatniejszy smak i aromat. A to plus.
Primo primo primo secundo : i w końcu najważniejsze - sklarowane masło można podgrzewać do temperatur nie obcych olejom wszelakim czy czystym tłuszczom zwierzęcym (smalec mam na myśli) - czyli tak naprawdę właśnie o to nam chodzi - uzyskać masło na którym ,bez obaw wizyty zastępu ochotniczej straży pożarnej , możemy śmiało smażyć steki, rybki, warzywka i co tam nam do główki przyjdzie.
Technologicznie rzecz ujmując klarowanie masła to nic innego jak przetapianie go i "wypalanie" pozostałości śmietany i innych taki co tam w tem maśle pozostają i powodują min. ułatwione rozsmarowywanie .. masła rzecz jasna.

Do dzieła !
Do sklarowania masła oczywiście niezbędnym będzie samo masło. Przeciętnie z 250 gram masła po sklarowaniu otrzymujemy ok 150-200 gram czystego tluszczu - a to wszystko zależy od jakości masła i ilości tłuszczu w nim zawartego. Polecam przeczytać opakowanie(masła a nie moje) - najwłaściwszym wydaje się masło z ilością tłuszczu powyżej 80%. Straszne, prawda?

Niezbędnym też wydaje się rondel z grubszym dnem - w innym przypadku po prostu będziemy musieli poświęcić nieco więcej uwagi masłu..

A oto i masło w rondlu - bo tą czynność wykonać trzeba najpierw: wyjąc kostkę masła z papierka i wrzucić do rondelka:


4 października 2010

Zapowiedzi.

Polskim zwyczajem zaprowadzam nową (świecką ofkorsik) tradycyje i umieszczać będę zapowiedzi. Nie ważne czego czy kogo, po prostu będę zapowiadał. To takie niespełnione marzenie z dzieciństwa by zapowiadać "Pankracego" :) (osoby młodsze mogą sobie w wikipedii sprawdzić o czym wujek Daniel pisze).

Niniejszym zapowiadam , iż lekko ni będzie i w planach na najbliższą najbliższość mam :
- jak domowym sposobem przy minimalnych stratach w ludziach masło sklarować bez Klary
- jakim cudem uzyskać masę czochową będącą niezbędną oczywistością
- przedstawię Maryjannę i słynny jej Placek o którego bycie pojęcia Maryjanna nie ma

9 pazdziernika ad 2010
Na żądanie braci ze wschodu a dokładnie ze Szczecina , zawarte w błagalnym liście datowanym dniem dzisiejszym który mroźnym jest (13 stopni C), w najbliższym możliwym czasie dodam także niezbędną niezbędność - czyli mazidło do mazidłowania bagetek i ynnym wyrobów piekarskich z groszku zielonego i masła wzięte!

Dodam także iż być prawdopodobnie może z najbliższych wakacji przywiozę ciekawe przepisy kuchni portugalskiej. O ile z winiaczem nie przesadze :P




gotujcie się więc czytacze , będzie gorąco!

29 września 2010

4.Królewskie maślaki z plebejską cebulą ! Ole!

"Dobry grzyb - to martwy grzyb!"

Dzieki uprzejmości państwa Ynzynerostwa z Glasvegas ,któregoś zamirzchlego poniedziałku wybrałem się ok. godziny 17 stej na poranne grzybobranie.Niestety z powodów ode mnie nie zależnych nie pojawiła się na nim Królowa, ale za to większą radością napawała mnie obecność Pani i Pana Ynżynerostwa - szczególnie, że kto jak kto ale Oni to na grzybach znają się. Ja zaś wiem tyle żeby nie zbierać grzybków z kropkami..
Zaś dzieki niewątpliwej uprzejmości krolowej Elżbiety II ,która niestety nie reflektowala na smaczne grzybki i nie pojawila się na kolacji (pisala ze jakies wazne powody rodzinne), grzybki z jej lasu pojawily się w mojej kuchni.
Tak tak , zezarlem własność krolowej wielkiej Brytanii. I zyje. J

Oto efekt grzybobrania .. dodam ze było srednio owocne gdyz susza 2 dniowa nawiedzila Szkocje i nie padalo.. W lesie pelno było maślaków w  dość dobrym stanie i maaaasę innej maści grzybow w stanie nie nadającym się już do spożycia. Spożycia przeze mnie :]

Do tej prostej ale jakze skutecznej potrawy potrzebujemy :

Maślaki
Cebule
Masło niesolone and  czosnek.

Generalnie ilości SĄ na oko, ale mniej wiecej na zdjęciach widac ile czego zużyłem - wszystko zależy od tego jak bardzo przepadacie za cebulą i czochem!




Grzybki należy wyłożyć wszystkie na stól, i nalewajać sobie jakiegoś dobrego trunku ,delektować się ich widokiem i zapachem!


Spotkanie z królową Elżbietą II !



Niespodziewanie dla mnie samego popularność bloga ,którego masz okazję czytać najdroższy czytaczu, przerosła najśmielsze oczekiwania. Szczególnie , iż w tym względzie oczekiwań żadnych nie miałem, choć nie powiem – mile łechce to moje próżne acz czułe podniebienie :]
            W setkach e-maili z gratulacjami i prośbami o występy dla szerszego grona publiczności – co jak wiadomo z moją facjatą nie do końca smakowite by było , znalazła się wiadomość z dworu królowej
Elżbiety II. !! Tak tak!
Królowa doceniając mój wkład w propagowanie polskiej kultury na wyspach oraz asymilację wzajemną obu kultur kulinarnych zaprosiła mnie na niezobowiązującą herbatkę do jej letniej rezydencji w Edinburghu. Gdyż akurat tu była. I rozumiejąc moje zaangażowanie w degustacje różnych lokalnych alkoholi i związany z tym brak czasu ,pozwoliła mi wybrać dogodny termin i okoliczności… Pojawił się szalony problem, gdyż ani nie posiadam jakiejś ładnej garsonki jak królowa, ani żadnego fraku.. Oficjalne ciuchy zatem odpadały, gdyż już legendarny jest mój brak płynności finansowej… Postanowiłem zatem spotkać się z królową w lesie. Bo ma dużo lasów, a przy okazji swoją łamaną angielszczyzną wyjaśniłbym , iż grzybobranie dla każdego Polaka jest niezbywalną częścią wolności. No i prawdopodobnie te pięć minut które pewnie mielibyśmy na rozmowę szybko i bezstresowo by minęło. No i odpadały „wieczorowe ciuchy”..
Przygotowałem się: znalazłem najbliższy las (okolice jeziora loch lomond) który jest własnością królowej i do którego można dojechać autem, przygotowałem na wszelki wypadek 8 minutowe wystąpienie, wypastowałem gumiaki , wziąłem najmniej pogniecioną reklamówke … i pojechałem.

Las piękny, szczególnie w godzinach mego porannego , pierwszego Szkocji grzybobrania – czyli ok. godziny 17 stej. Piękne słoneczko, zero deszczu – jak na Majorce normalnie.. Czekam i czekam, w końcu się zezłościłem i zadzwoniłem do sekretarza królowej, bo sam przecież jak kołek nie będę stał w tym lesie z tymi świecącymi gumiakami..
Dzwonie. Po 5 minutach wymiany uprzejmości dowiaduję się o zgrozo , że królowa nie przybędzie! Okazało się , że zupełnie wypadł jej z głowy fakt iż ma ważne spotkanie. Z moją niewielką znajomością angielskiego i używając namaszczystej gestykulacji zrozumiałem tyle , że wpadł jakis Benek; Benediktus ,chyba z 16 kolegami.Albo po 16 stej.. no coś z liczbą "16" Skojarzyłem , że chyba ten pałac letni jest do remontu , i że to pewnie po to tyle tych Benedyktów. Coś tam mówiła o kościele, więc pomyślałem ,że to grubsza robota ten remont…Górale jacyś czy jak cholera..
W każdym razie zdążyłem jeszcze zapytać czy mogę trochę tych grzybków sobie wziąć i zaprosiłem królową na smażone grzybki wieczorem. Oczywiście w ramach przeprosin miała postawić jakaś flaszeczke ze swoich zapasów..

I tak oto zostałem sam na sam z moimi świecącymi gumiakami, w jakimś głuchym lesie i bez królowej.
Zorganizowałem sobie towarzystwo i poźną nocą wróciłem do domu z pełną siatką grzybków!

W nocy doczytałem , że właśnie miała miejsce wizyta papieża w Edynburgu. No tak, ten to miał ładną wieczorową sukienkę..


A co zrobiłem z grzybków poczytacie później J

28 sierpnia 2010

3.Udka w Coca-Coli? Why not! :)

Po trudnych i zapewnie z przydługimi wstępami przepisach, nadszedł czas by przedstawić coś faktycznie jednogarnkowego i prostego. Na "domówki" jak znalazł !

Sponsorem dzisiejszego przepisu jest Chińska Republika chyba Ludowa jeszcze i gastryczny koncern : Coca-Cola. Oraz pomniejsze firmy.. :)

Danie dzisiejsze jest wybitnie azjatyckie - udka kurczaczkowe gotowane w coca-coli i sosie sojowym.
Potrawę tą - jakże aromatyczną, spożyłem pierwszy raz u mnie w domu, kilka lat wcześniej. Swego czasu pracowałem z dwoma dziewczynami z Chin - imion nie pomne, tak jak ich wyglądu, gdyż wstyd się przyznać ale nie rozróżniałem tych dziewuch. Prawdopodobnie spotykając je na ulicy w życiu ich bym nie poznał. No taki mam urok.
W każdym bądź razie kiedyś padła propozycja wspólnej degustacji win europejskich (heh-a po co mam po imieniu nazywać międzynarodową imprezę) i w międzyczasie przyplątała się idea zakosztowania kilku "domowych" przepisów wyżej rzeczonych dziewczyn.
Jako że pochodziły z dwóch odległych rejonów tego przepastnego kraju - miałem radochę popróbować ich naprawdę rodzinnych i domowych dań - straszliwie różniących się od siebie. Jednym z nich były właśnie udka w znanym wszystkim płynie gotowane. Z opowiadań autorki tego dania wynikało, iż takie danie - tzn udka, lub skrzydełka gotowane w coca coli, jadają mniej więcej na zasadzie naszego polskiego niedzielnego rosołu lub pieczonego kurczaka. Chińczycy to maja fantazje :]

Do sporządzenia tego łamiącego wszelkie logiczne zasady obowiązujące w naszej kuchni DANIA potrzebujemy:

- 8 udek, pałkami zwanymi (na zdjęciu zobaczycie o co mi chodzi)
- ok 2 litrów coca-coli - i to musi być coca-cola a nie hoop-cola, hellena-cola czy inna pepsi
- ciemny sos sojowy w ilości ok 250ml
- cytrynę cytrynową o powabnym spojrzeniu i mięsistym ciałku
- 3-4 ząbunie czosnuniu
- łolej jakiś
- wodę z kranu cieknącą

-gar duży i przepastny a nie dziurawy
-naczyń jakowyś do zapieczenia

1. Udka. Udka nieżywe być muszą. Żywe udka sprawiają kłopoty techniczne uciekaniem swym i zadziornością, tak więc o nieżywość udek się uprasza.
Udka mogą być z powodzeniem zastąpione skrzydełkami,ale że dziś mamy odcinek "na bogato" to gościom mniej obgryzania a więcej mięsiwa zapodamy.
Udka należy z piór doczyścić i inne niedoskonałości usunąć, gdyż pierzem zabłąkanym zadławić gościa możemy. A goście to jak wiadomo wredne istoty i jeszcze by na jakiś dyskomfort z tego powodu narzekały.

Na ilustracyji poniżej udka zabite,oskubane i nieżywe jak jasna cholera! :


23 sierpnia 2010

2. Prawdopodobnie "Boeuf Strogonow"




WSTĘP

Następna potrawa niech będzie elegią dla odchodzących w niepamięć ,w tym momencie właśnie, brakach w umiejętnościach kucharskich! Za kulinarną wolność Naszą i Waszą!! :]
Jest to potrawa na której regularnie "przejeżdżają się" się kuchciki,kucharze,kucharzyny ... potrawa zacna, w swym prostym i skutecznym smaku aż niesamowita - sławny Boeuf Strogonow!.
Wiem wiem - miało być  prosto i nieskomplikowanie... -  jednak pomyślałem sobie, że warto pokazać iż dania z przyklejoną łatką "trudne.kolosalnie trudne. w zasadzie nie do wykonania" - nie zawsze takie są. Odczarujmy zatem to jedzonko.. a odczarowywanie zacznijmy od historii. Bo ciekawa.

Zacznijmy od samej nazwy , bo wstępuje kilkanaście co najmniej odmian - poczynając od właściwego Boeuf poprzez Beauf a kończywszy na Beef. Jako że autor tego dania był francuzem (i to jakim francuzem!!) pozostawmy Boeuf i tego się trzymajmy nie siejąc wiochy dookoła :) Co do drugiego członu tej nazwy to jedynym do przyjęcia rozwiązaniem jest "Strogonow" -dlaczego? Po pierwsze wersja Stroganow prawdopodobnie wzięła się od polskiego zapisu fonetycznego nazwiska tego zacnego rosyjskiego rodu. W pisowni rosyjskiej stoi jak byk: Strogonow. Nie Stroganow, czy też Strogonoff - czy inne wariacje. Po drugie zaś wielce prawdopodobne jest iż danie to nazwę wzięło od wpływowego rodu rosyjskich dworzan (i nie tylko) mocno związanych z carem Aleksandrem I.
I mimo że w przyjmuje się za poprawne obie wersje : Boeuf Stogonow i Boeuf StrogAnow , ja zdecydowanie będę upierał się przy zasadnej historycznie nazwie:
Boeuf Strogonow. 

20 sierpnia 2010

1. Pierś pospolita z kury ze pieczarkami śmietankowymi. Allelujah!

Od składników wypada zacząć,dodawszy wprzódy iż to jednoosobowe danie :
-pierś kurza
-kilkanaście średnich pieczarek
-śmietana 18% okolo 200 ml
-cebula w ilości "pół"
-kawałeczek łyżki przeciśniętego czosnku (patrz foto)
-masło bardzo nie-solone
-tymianek świeży (i broń boziu zastępować jakimś suszem!)
-sól
-pieprz umielony :)

-patelnia grillowa
-garki jakoweś


Wypada zacząć od jakiejś historii tego dania. A jest prosta - chodziło o proste danie , ze świeżym ziółkiem , najchętniej grillowane - gdyż to dość zdrowy sposób obróbki termicznej na "krucho" a nie angażujący takich wymysłów technologicznych jak np piekarnik.
Zatem patelnia grillowa byłaby niezbędna, ew jakiś grill elektryczny. Dodam iż najlepiej by to była patelnia żeliwna - ale z braku laku...

Zaczynamy od pieczarek. I tu pierwsza uwaga - w tym daniu chodzi nam o podsmażenie pieczarek na chrupko więc pare zasad by ten szczytny cel osiągnąć :
- nie myjemy pieczarek, nie moczymy ich w wodzie, generalnie trzymamy je z dala od wody. Bo grzyb jak to grzyb wode wchłonie i gdzieś ją oddać bedzię musiał. I gdzie odda? Na patelnie oczywiście! :) Pieczarki najlepiej oczyścić mechanicznie jakimś nożem.. ewentualnie można wilgotną ściereczką je potraktować.
Czyste pieczaruchy kroimy na cztery części albo i więcej :


Początki sa zawsze trudne!

Od dawna nosiłem się z zamiarem udostępnienia szerszemu gronu internautów moich poczynań kulinarnych. Mniej więcej od roku :P
Aż do dziś, kiedy chcąc pomóc koledze w ugotowaniu konkretnej potrawy doszedłem do wniosku iż bez zdjęć i wnikliwego opisu nie da raday po prostu. I dzięki Ci za to Kacpaa ! :)
Zatem .. Blog ten jest skierowany do wszystkich,choć pewnie zawodowców może niekiedy śmieszyć.. Miło by było gdyby wyżej wspomniani podrzucali swoje uwagi i wskazówki - także czegoś nowego się naucze :)
Szczególnie zaś skierowany jest do osób lubiących dobrze zjeść choć niekoniecznie potrafiących się zabrać do gotowania.. Stąd metoda opisywania dań będzie łopatologiczna! Zasada jest prosta. Wstępnie przeczytaj posta, skocz do sklepu, weź laptopa do kuchni (osoby posiadające komputer stacjonarny proszone są o przeniesienie kuchni do kompa :P) i po prostu krok po kroku gotuj :)
I pisz. I poprawiaj. I dodawaj. I oceniaj.
Gotowanie jest tak niesamowitą pasją, że warto się nią dzielić a że ja mam możliwości i warunki  ugotowania praktycznie wszystkiego a także robienia w trakcie fotek - to się z chęcią podziele :)

Do dzieła mistrzowie!!

PS za jakość fotek przepraszam - po prostu skupiam się na czymś innym.. choć obiecuje że z czasem będą pojawiać się niesamowite fotki robione przez zawodowców!