18 września 2012

Naleśniczano :)

We związku z natchnieniem wymuszonym przez przyjazd Rodzicielki mej oraz nieśmiałymi sygnałami z wirtualnej przestrzeni cyfrowej - postanowiłem dziś poczynić przygotowania do inwazji naleśników.Taki kuchenny "N-day".
Jak ogarnę fotki, to może dziś w nocy zobaczycie naleśnikowy torcik z jabłkami i czekoladą (ze dodatkiem likierku jakiegoś, bo jesień wszak..zmine noce..zimne nóżki..) oraz atomowe krokiety z barszczem polskim. Atomowe gdyż farsz będzie z dżapońskich grzybów shitake (shitake po japońsku oznacza ... grzyba właśnie:P ), a wiadomo wszem i wobec ,że japonia atomem wszerz i poprzek stoi:)

Także,zabawa będzie świetna - zapraszam !

20 stycznia 2012

Masło maślane czyli jak de volaille'a oporządzić właściwie!

Witam wszystkich moich wielbicieli - jeśli jeszcze jacyś przeżyli ostatni koniec świata- serdecznie! Bo po  potężnym okresie lenistwa,nieróbstwa i braku weny nadszedł wielkopomny czas by blogowi życie przywrócić i trochę naszą wspólną pasję "podkręcić" :)

Dzięki pomocy kolegi Kacpaa ( no weź zrób te roladki. - te z kurczaka? .- to one były z kurczaka??? ) udało mi się ustalić menu na dzisiejszy wieczór.. Jako, że teoretycznie zima jest, potrzebujemy energetycznych posiłków obfitujących nie dość ,że w brzydkie ale jakież smakowite tłuszcze, to jeszcze pachnące i urzekające swoją prostotą.
Dlatego dziś będzie maślano.. Ugotujemy sobie de Volailla i ofkorsik pożremy go - ale nie samego tylko z kaszą gryczaną robioną na sposób królewski oraz buraczkami z masłem! Będzie soczyście, słodkawo i aromatycznie!

Szaleństwo maślane czas zacząć!:)

Dawno temu miałem przyjemność średnią obcować z kotletem dewolajem (pisownia oryginalna) w którymś z przybytków kulinarnych miasta Rzeszowa.. Jedyne co zgadzało się ze standardem francuskim (bo de Volailla zawdzięczamy najprawdopodobniej panu Antonine Careme) to fakt, że to co jadłem było z mięsa drobiowego. W środku zaś miało jakąś breję o smaku przekwitłej pieczarki i zjełczałego masła. Na zewnątrz było upaćkane bułką tartą bardzo dawno temu i usmażone było na pewno na oleju. Starym, śmierdzącym oleju rzepakowym. Było fuj!
Standard francuski zaś (któremu hołduje) mówi wyraźnie o pewnych założeniach, które i Wam nie powinny być już od dziś obce.. Mianowicie: kotlet de Volaille, jeśli de Volaillem ma być a nie dewolajem albo the włalajem musi po najsampierwsze  być stworzon z piersi kurczaczej jakości przedniej! Bo te cycory marketowe się nie nadadzą gdyż: są spuchnięte od wody jak dwuletni topielec, są przerośnięte jak moje ego, stare jak moje dowcipy i w związku z tym po prostu nie dadzą się rozbić na w miarę płaską powierzchnię.. Kiedyś próbowałem taką pierś z markietu Lidl rozbić.. Nie dość ze uderzając tłuczkiem w jej górną część - zawartość piersi przemieszczała się na dół i odwrotnie - to suma sumarum rozbryzgła się wybuchowo .. w zasadzie zmieliła się sama w locie.. Także nie polecam :))
Drugą najasmpierwszością jest masło. Masło musi w de Volaille'u być. Kotlet musi być sprężysty i po przekrojeniu masło ma z niego wypływać.. I w zasadzie tylko masło. Wielcy kucharze dopuszczają stosowanie różnych ziółek ale ja na pierwsze obcowanie z de Volaillem polecam trzymać się najprostszego przepisu.. Trzecią i często pomijaną najsampierwszością jest .. masło ponownie. W zasadzie bez tej trzeciej części nie da się dobrego kotleta zrobić.. Chodzi o smażenie w maśle - w maśle klarowanym. Je preferuje zanużenie w maśle typu majorkińskiego ,czyli do połowy. Z oszczędności można smażyć przedmiot tej rozprawki na kilku łyżkach masła (ale nigdy zwykłego!!) ale efekt soczystości, efekt wręcz tryskającej radośnie soczystości uzyskamy tylko i wyłącznie podczas głębokiego smażenie w bardzo gorącym maśle. A to uzyskamy tylko i wyłącznie smażąc na maśle klarowanym..

Do poniższego przepisu zużyłem ok 3/4 kilograma masła niesolonego, przetworzonego na masło klarowane..
Jak zrobić ze zwykłego masła , masło nieklarowane tłumaczyłem gdzieś tutaj : Klarowanie masła!

Gdy już wstępik mamy za sobą pora na sprawunki (porcja na 4 osoby słuszne ilości pożywienia pożerające):

Masło zwykłe, dobre, tłuste jak cholera - niesolone - ok 750 gram-1 kg ..

Kasza Gryczana w Królewskim iście stylu czyli Prażona
- kasza z gryki, w ilości ok 400 gram o jakości przedniej
- 2 białka od kury jajka
- dwie łyżki posiekanej swieżej pietruszki
- 3 łyżki masła klarowanego
- sól i peper do przyprawienia

Buraczki zasmażane na maśle
- buraczki obgotowane bzzzzz skórki - ok 4 średnie buraczki na osobę
- ew łyżka cukru bądz wedle potrzeb własnych
- ocet jabłkowy łyżek kilka
- masło klarowane - pare yżek także

Kotlet De Volaille
- 4 łądne piersi kurczakowe
- jajko tegoż samego pochodzenia
- łyżka posiekanej natki pietruszki
- ząbek czosnku
- 2 łyżki lekkiej oliwy bądź oleju słonecznikowego
- masło niesolone ok 1/3 kostki
- masło klarowane w ilości zaspokajającej (myśle ze minimum pół litra)
- mąka biała zwykła pospolita bądź zbliżona do białej zwykłej pospolitej..
- sól i pieprz ofkorsik

Rondel porządny do smażenia kotletów, przepastna patelnia do kaszy i rondel do buraków będą jak najbardziej wskazane i pożądane :)

Gdy już wydaliście milion pieniędzy na zakupy - z nadzieją ,iż za chwile zaczniecie ten milion pożytkować stukając garnkami -  pomęczę was jeszcze chwile masłem.. Do tego przepisu poszło mi 3 kostki i trochę masła , które sklarowałem - i poza masłem w środku kotleta, które zwykłem niesolonym masłem było - polecam używać klarowane, bo wrażenia smakowe zostawia niezapomniane, szczególnie z kaszą gryczaną..

No to siup!
Jako, że kasza jest najbardziej czasochłonna, w sensie przedprodukcji, zajmijmy się kaszą. Kasza gryczana w misce blaszanej , przy kiepskim oświetleniu , wygląda tak:
KASZA KASZA KASZA O!LE!



Zaś białka oporządzone już , czyli bez żółtek, wyglądają podobnie, aczkolwiek jednak to nie to samo:



Łączymy oba składniki. W sensie wlewamy białka do kaszy bo tak chyba będzie najprościej:



I jakimś narzędziem mieszamy aż powstanie lekka piana:



Tak spreparowaną kaszę gryczano-białkową należy wysuszyć. Można to zrobić co najmniej na 30 sposobów, ale ja ogranicze się do przytoczenia kilku:
1.Tzw działo jonowe stawiamy na podłodze, ustawiamy celownik na misce z kaszą i włączamy prąd aby działo się naładowało. Uwaga! Miskę należy postawić na ołowianym podeście gdyż jak wszem wiadomo jony z działa mogą naruszyć konstrukcję podłogi!
2. Do lekko nagrzanego piekarnika wkładamy rozłożoną na płaskiej powierzchni kaszę wymieszaną z białkiem i czekamy jakieś pół godziny aż białko wyschnie i kasza będzie sypka. Kaszę należy mieszać. Mieszadłem.



3. Możemy również podpalić drewniany dom sąsiadów i suszyć kaszę w pogorzelisku, istnieje wszak niebezpieczeństwo ,że kasza nabierze ostrego, dymnego posmaku, szczególnie jeśli dom pokryty był farbą olejną.
4. Możemy także kompletnie nic nie robić i pozwolić kaszy najzwyczajniej w świecie wyschnąć samej. I tą propozycje szczerze rekomenduje. Kasza cienko rozłożona schnie godzinke, może kilka godzinków.

Wyschnięta, w taki czy inny sposób kasza wygląda tak. Prawda ,że uroczo? Zupełnie jak kasza wyschnięta..



Taką owąż kaszę, wrzucamy na takąż owąż patelnie z nagrzanymi kilkoma łyżkami masła klarowanego.
Patelnia:



Patelnia z kaszą:



I niechaj sobie kasza skwierczy. Mieszając ją co chwilę, skwierczymy ją na średnim ogniu ok 10-15 minut aż zacznie podejrzanie często strzelać.
Gdy to nastąpi, na patelnie wlewamy szklankę wody. Takiej zwykłej,surowej wody.



Kasza powinna wypić wodę po chwili. Dolewamy kolejną szklankę wody, zmniejszamy gaz/prąd/wyngiel , przykrywamy czymkolwiek i sprawa wygląda tak:



Dogotowywanie kaszy trwa zazwyczaj 15-25 minut. Co chwile mieszając sprawdzamy czy kasza wchłonęła wodę, jeśli tak się stało a ona (kasza) nadal jest twarda jak Polskie Łupki - dolewamy wody. Do momentu aż kasza będzie miękka, ale nadal będzie posiadała ,że tak filuternie określę, twardą skorupkę:)

I wtedy,patelnie ściągamy z punktu poboru ciepła, zasypujemy kilkoma łyżkami siekanej pietruszki i solimy i pieprzymy do woli. W sensie uznania.



Kaszę by ciepla była możemy trzymać w jakowymś naczyniu, w piekarniku na przykład. Albo w pogorzelisku po domu sąsiadów :)


Kotlet de Volaille sposobem zbliżonem do orygnialnego.

Najsamprzody musimy sprawić piersi. Kurze piersi! Odkrajamy tłuszcz, zbędne flaczki i generalnie to co nam się nie podoba w piersi..
Następnie każdą pierś kładziemy na foli spożywczej i przykrywamy warstwą także folii spożywczej - żeby nam nie pryskała podczas młócki a co ważniejsze by się nam cycorki nie przyklejały do tłuczka. Bo szkoda.



Każdą pierś delikatnie tłuczemy by uzyskać płaską powierzchnie. Rozbijamy ją. Plackujemy. Wałkujemy.
Suma sumarum mamy osiągnąć mniej więcęj przybliżony obrazek piersi:



Po czym:
a) solimy i pieprzymy pierść z każdej strony i przykryte folią odkładamy do lodówki na czas jakiś.
b) nalewamy sobie jakieś wiśnióweczki słodkiej do szklanicy z lodem (co właśnie czynię) i oddajemy się błogiemu odpoczynkowi, który nam się należy! Jak babcia mawiała, mięso dojrzeć musi!

[o takiej wiśniówki jeszcze nie piłem :Wiśniówka Binekhi - jakby ktoś posiadał to adres mogę podać]

Po krótkiej przerwie wracamy do naszej przyjemnej pracy. Obieramy ząbek czosnku i przeciskamy go przez przeciskarke czy też zgniatacz czosnku. W misce lub moździerzu łączymy czosnek z 2 łyżkami oliwy i szczyptą soli i moździerzujemy aż do uzyskania papki.



Po wyciągnieniu piersi rozbitych kurczaczych przedniej jakości, od wewnętrznej strony tejże piersi (zewnętrzna to ta z delikatną skórką) smarujemy delikatnie tą papką - ale nie za dużo żeby nam czosnek nie zdominował smaku maślanego. Tak "O" , mniej więcej.



Następnie zabieramy się za zwijanie piersi. Po rozłożeniu piersi -  na jej środek, tak jak na załączonym obrazku, układamy pasek masła. Słupek taki. I zwijamy poczynając od zawinięcia boków - tak aby powstał nam rulon z zamkniętymi bokami - oczywiście chodzi o to by masło nam nie spieprzyło bo wtedy będziemy mieć Bladę de Roladę a nie kotlet de Volaille.
Poniżej starałem się zrobić obrazowe fotki. Mam nadzieję ,że będą pomocne.:)



Kotleciki zwijamy za pomocą folii i/lub zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na kilka chwil lub całą noc - by się kotlet ,że tak powiem stężał. Bo mięso w chłodzie tężeje i nie jeden patolog to potwierdzi :]

Jeśli mamy oszczędną naturę to wyjmujemy schowane żółtka - pozostałość po białkach z kaszy - i wbijamy do nich jajko. Do tego wrzucamy łyżkę posiekanej natki pietruszki:



Całość uzupełniamy odrobiną pozostałości po mazi czosnkowej (jeśli została - a powinna!) i solimy i pieprzymy jak na jajecznice powiedzmy. I ubijamy ubijaczką, do stanu ubitości.

Przygotowujemy sobie kolejne naczynko na mąkę, i zabieramy się za ..
BURACZKI BURACZKI!!!

W tem celu przygotowujemy rondel czy też patelnię głęboką.
Rozgrzewamy na niej masło , a jakże, klarowane!



Gdy masło się rozgrzeje , wrzucamy buraczki, które po starciu wyglądają tak:



W rondlu :



I smażymy,aż wysmażymy sok buraczkowy i buraczki zaczną robić się gęste.
Gdy osiągniemy pożądany efekt, coś koło tego



Dodajemy 1-4 łyżki octu winnego - osobiście preferuje jabłkowy. Buraczki mają być kwaśnawe, ale nie za bardzo octowe, więc musicie wedle swego uznania doprawić tem octem.

Na sam koniec ,jeśli buraczki nie są słodkie (dobre buraczki zazwyczaj są słodkawe), doprawiamy cukrem. Zwykłym pospolitym cukrem białym. Buraczki muszą być lekko słodkawe.
Finał buraczany:



I w tem momencie dochodzimy do finału całej potrawy.Szybciutko dopijamy co tam mamy i w rondlu przeznaczonym do smażenia kotletów rozgrzewamy słuszną ilość klarowanego- a jakże!- masła.

Wyciągamy kotlety z lodówki, taplamy w masie jajek ubitych z pietruszką, co wygląda tak:



I obtaczamy dość szczelnie w mące:



I tak przygotowane kotlety wkładamy delikatnie do gorącego bardzo masła...


Kotlet w tej nieprzyjemnej maślanej kąpieli (jak bardzo nieprzyjemnej można sprawdzić wkładając paluszek do środka- nie polecam.!) powinien się zachowywać jak frytka w gorącym oleju.



I smażymy , co chwilę obracając, aż do uzyskania intensywnego złoto-jasno-brązowego koloru..
I mamy DE VOLAILLA!!



Dziś żadnego performansiku kulinarnego nie będzie ani tależowych wodotrysków - dziś idziemy w totalną prostotę! Tak smakową jak i wizualną! Moja danie w finale wyglądało jak poniżej przedstawia zdjęcie.. Prosto, bez żadnego garnie.. Do tego stopnia byłem głodny ,że ledwo przypomniało mi się ,że zdjęcia całemu daniu mam zrobić..





Smakowitości życzę w nowym roku i niedługo zapraszam na realizację wcześniejszych zapowiedzi!!

PS: ma ktoś kurki może? bo to troche nie sezon?:>
PS2: poszukuję fotografa ,który będzie mi towarzyszył wraz ze swoim aparatem, w moich podróżach kulinarnych!

Ajmen!!

25 grudnia 2011

X-Mass!

Wszystkiego co najsmakowitsze, oraz dużo radości i spokoju w te bezśniegowe święta!
Przepraszam za brak aktywności - oczywiści wszystko od stycznia się zmieni :]

Wesołych Świąt!!
Merry X-Mass!!

17 sierpnia 2011

Uuuu la la la.. Zapowiedzi.

Parę tygodni mnie nie było. A to wakacje, drugie wakacje.. praca , rybki,krewetki.. Jednym słowem : Przepraszam!

Taka myśl dziś mnie naszła ,iż gotowanie tak naprawdę to umiejętność wnikliwego czytania cudzych przepisów i "odgapiania" ich.. Co mądrzejsi bądź bardziej znani kucharze co prawda mówią o "inspiracji płynącej z publikacji kulinarnych" .. no ale.. Coś w tym jest!
Taka myśl naszła mnie nie bez powodu. Bo kolejne trzy przepisy trzepły mnie swą inspiracją po przeczytaniu magazynu Kuchnia. Skądinąd bardzo zacnego i fajnie obfoconego.

Zapowiadam Wam zatem!!
- lekkość swą wdzięczną deserku co z zielonej herbaty ,opuncji figowej i śmietany się składać będzię
- aromatyczność nie-boską Tarty z kurkami i dodatkami
- kruchość z soczystością nieznośną pomieszaną w polędwiczce wieprzowej na zielona ba borowikach leżącej.

Będzię naprawdę aromatycznie, lekko , wykwintnie i bardzo smacznie:)
Postaram się przepisy dodać jak najszybciej. W tym roku na pewno :P

Buźka!

18 kwietnia 2011

Steka skuteczne przyrządzenie ! Czyli wielkomiejski stek po mojemu z warzywami jak kto chce:)

Stek to świetne mięsiwo.
Proste toto jak tory kolejowe, choć obrośnięte mitami jak moje akwariowe roślinki glonami.
Tak naprawdę przygotowanie solidnego i smakowitego steka jest bardzo proste - pod warunkiem ,że zachowamy kilka podstawowych zasad.
Jedyną trudność w poniższym daniu jaką widzę to ewentualna niemożność objęcia percepcją wzrokowo-ruchową dwóch czynności na raz : mianowicie smażenia steka i równoczesnego grillowania warzyw.

Dziś "pierdykniemy" sobie zwyczajnego steka z kruszonym pieprzem w bliskiej obecności z grilowaną marchewuńką i szapargówką. Szparagówka - toć to piękna nazwa.! Do mięcha i warzyw dodatkiem będzie pospolity kartofel w formie wysoce przetworzonej.
Najważniejszym zaś "kwintesencjum" tej potrawy jest polędwica wołowa - i dlategóż dopuszczam ewentualne inne dodatki, albo i np przesmażenie warzyw czy inne podanie kartofla co przetworzony wysoce będzie.



Pare zasad dotyczacych skutecznego steka:
- mięso - mięso być musi dobre  i basta! jeśli lubicie eksperymenty to kombinujcie z różnymi częsciami wołowiny - ja eksperymentów nie lubie i zawsze używam świeżej polędwicy wołowej.

- patelnia - mieć podwójne dno powinna, bo patelnia bez podwójnego dna to po prostu koszmar,dupa i zemsta putina jest!
W ten podwójnym dnie zupełnie nie chodzi o to iżby podwójne sobie było. Zwyczajnie chodzi o możliwość solidnego nagrzania patelni - kiedyś dawały nam to żeliwne patelnie - dziś zazwyczaj z podwójnym dnem. Nie polecam ani cienkich blaszanych patelni, ani teflonowych - bo teflon to może na statkach kosmicznych potrzebny jest a nie w kuchni..

- masło - masło jest niezbędne i koniec dyskusji. Masło klarowane jest wręcz organicznie potrzebne by steka wartościowo i w kulminacyjnym momencie pięknie przypalić.

- sól. To dosyć istotne by po sól sięgać w ściśle określonych, w tekscie poniżej podanych, momentach - ani wcześniej ani później.

Stek z polędwicy wołowej z grilowanymi warzywami i lekkim puree maślanym. I zaprawdeż powiadam wam smakowity będzie!!

zapotrzebunki zakupowe:
- polędwica wołowa, najlepiej na grubość dwóch palców- takich średnich palców..żeby mi ktoś paluchów jakichś potężnych nie przystawiał..
- masło klarowane 3-4 łyżki
- ok pół kostki zwykłego masła
- mała marchewka w ilości zaspokajającej
- fasolla szparagolla - jak wyżej
- ziemniak obrany,ugotowany i ubity , czyli OUU Potato.
- ew siekana natka pietruszki
- pieprz kruszony, ew grubo mielony - świeżo dodam, bo polędwica półśrodków nie lubi :P
- yżka octu (winnego najlepiej)

- budzik lub inny czasomierz ze słyszalnym syngnałem
- patelnia mocna i stabilna
- patelnia do grillowania ewentuuuuualnie grill elektryczny
- forma do formowania, zwana formerką kartoflaną (taki performansik sobie na talerzu zrobimy, żeby domowników zadziwić - bo co jak co, ale kucharz zadziwiać powinien!). Formerka służyć będzie do uformowania z papy kartoflanej krążka. Takiego jak w hokeju :)
 Foremkę oną można zakupić w specjalistycznym sklepie "wszystko za pińć złotych" albo zwyczajnie sobie zrobić np z obciętego opakowania po serku wiejskim. Albo jogurcie. No po danonkach to raczej nie. Ale już np. pudełko po marygarynie "masło rośłinne" się by nadało. Od biedy nawet platikowa butelka bo małym napoju. Dość tych pomysłów - musicie sobie dać jakoś radę :P

Opisze teraz Wam danie - żebyście psychicznie przygotowan byli na to wyzwanie smakowe:)
Praktycznie większość czasu ,który zbarłożymy przy garnkach musimy poświęcić warzywom. Wstepnie je obrobić i przygotować do konsumpcji. Reszta - czyli stek- naprawdę prosta jest jak młócenie zboża i jeśli tylko będziecie się mła persona słuchać to żadna krzywda się nie stanie.

Do noży zatem!!

1.Zaczynamy od obrania kartofli. Kartofla potrzebujemy następnie wrzucić do lekko osolonej wody i zwyczajnie ugotować. A następnie ubić. Dokładnie i z mozołoem - i niech sobie stygnie.



2. Marchewka. Jeśli macie marchewki dokładnie takie o jakie chodziło, czyli mniej więcej takie :

to jesteście uratowani. Mała marchewka ma swój klimat i smaczek.. Jeśli zaś macie przerośnięte marchewy z tesco to już wasz problem i należało by coś wymyśleć.
Marchewki trzeba wyczyścić - w sensie podmyć i wydłubać co tam niefajnego w marchewce jest - tzn to czego spożyć byście nie chcieli.



W garneczku zawrzamy wodę i z takim oto kawałkiem masła zwykłego robimy gorącą kąpiel dla marchewki



 Marchewkę wrzucamy do wrzątku (bez soli) i gotujemy dokładnie 15 minut - by była twardawa. Ofkorsik przy większych rozmiarach marchewki uprasza się o zwiększenie czasu gotowania marchewy.



Doglądamy ziemniaków , na chwilę zapominamy o marchewce i zabieramy się za mięso.
Poniżej mamy przykład dobrego mięcha na steka - nie za gruby, nie za chudy, w sam raz :]



Z plastra polędwicy wycinamy błony i tłuszcz. Dietetyczne danie to nie będzie, ale nadmiar tłuszczu źle robi na oczy, więc się go pozbywamy.



I odstawiamy mięsko do lodówki.

Tymczasem zabieramy się za szparagówkę, która uprzednio pozbawiłem fiucików z tyłu i z przodu.
Fasolkę także wrzucamy na wrzątek z o połowe mniejszym kawałkiem masła niż ten który ciepneliśmy do garka z marchewką i leciutko solimy.
Po 2-3 minutach dolewamy łyżkę octu - by fasolka kolor miała krwiście zielony. O ile zielony krwisty być może. Gotujemy 5-6 minut i natychmiast odcedzamy i przelewamy zimną wodą.



W tym mniej więcej momencie marchewka powinna się ugotować i jeśli minęło 15 min, zestawiamy garnek z marchewką z ognia. Jeśli równocześnie gotujecie ziemniaki, także warto by było zerknąć do nich (skąd wy tyle garnków macie?? )

Wracamy do mięsiwa:
By stek zachował w sobie wszystkie fajne soki i był sprężysty musimy go delikatnie rozbić. Robimy to pięścia - chodzi o to by nie porozrywać włókien mięsa za bardzo - więc delikatnie piąstką go trzepiemy.
Staramy się także by stek był mniej więcej o tej samej grubości - na całym przekroju. Steka oczywiście.



Rozbity stek powinien o jakieś 30-40% zwiększyć swą powierzchnię. Mniej więcej tak jak na obrazku.
Obrazek steka skruszonego :



Drugi obrazek, bo fantazję fotograficzną tego wieczora miałem:



Lekko rozpłaszczonego steka posypujemy kruszonym pieprzem - świetny do tego będzie czarny pieprz lub także ziarna zielonego pieprzu będa się genialnie komponować. Sypiemy do woli. Ja posypałem dokładnie tyle ile lubię:




Gdy już mięso mamy przygotowane do smażenia, marchewkę ugotowaną i fasolkę także, pora zabrać się do finalnego przygotowywania dania.

Na początek spreparujemy ugotowane ziemniory, czyli dodamy do nich kawałek masła , trochę siekanej pietruszki i dosolimy do smaku. I zrobimy z tego coś w formie puree. Można dodać trochę czosnku -ale z tym radzę uważać, by ten czosnek nie zdominował smaku całej potrawy. I widelcuchem ugniatamy :


Z powyższych składników musi nam wyjść papka. Możliwie najgęstsza - czyli z masłem przesadzić nie można. Jeśli ktoś nie preferuje masla, polecam zamiast tego śmiercionośnego produktu użyć łyżki gęstej,sztywnej i kwaśnej śmietany - rewelka!



Papkę nakładamy  na samym począteczku wspomnianego papkownika kartoflanego i formujemy krążki. Generalnie możecie formować sobie nawet gwiazdki, w sumie nic mi do tego :D



Sobie uformowałem 4 krążki, które za chwile poddamy dalszej obróbce.



No to odpalamy patelnie!
Na pierwszy rzut idzie patelnia do grilowania:



Na drugim palniku na mały ogień wstawiamy patelnię właściwą na steka - i wrzucamy 2 spore łyżki masła klarowanego - niech się powoli rozgrzewa...




I teraz zaczyna się najtrudniejszy moment całej operacji : równoczesne operowanie dwoma patelniami. Oczywiście sprawę można uprościć i warzywa wcześniej usmażyć bądź nawet upiec - ale ja ide w zaparte i będę grilował.
Patelnie na warzywa delikatnie smarujemy masłem  i rozgrzewamy na maxa. Gdy masło zacznie dymić lekko -   delikatnie wkładamy krążki ziemniaczane i układamy resztę warzyw. Krążki ziemniaczane powinny syczeć przy zetknięciu z patelnią - albo i nawet skwierczeć. Lekko solimy - bardzo lekko.






W tym czasie rozgrzewamy patelnię na steki na maksymalnym ogniu i czekamy aż masło klarowane będzie się prawie paliło.
Wrzucamy steka (na obrazku dwa steki, bo ja strasznie stekożerny jestem) i ustawiamy budzik/stoper na 2 minuty i 10 sekund. - powinno to wszystko w cholere dymić, skiwerczeć ,strzelać i piszczeć - dlatego najlepiej patelnię nakryć specjalną siatką anty bryzgalną. W Ikea takie mają.



Gdy stek skwierczy ,dymi, piszczy i stęka, doglądamy warzyw i przewracamy krążki ziemniaczane - to dosyć delikatna materia, więc uważac musimy - najlepiej przekręcać ziemniory jakaś cienką łopatką. Tylko delikatnie mi tam!!

Stek skwierczy radośnie!


A warzywka przekręcone:



Dokładnie po 2 min i 10 sek przewracamy steka i dopiero w tym momencie solimy już usmażoną stronę.
I nastawiamy kolejne 2 minuty i 10 sekund


Gdy budzik zapiszczy, solimy druga stronę steka i ściągamy od razu na talerz i układamy warzywa.
W tym momencie najlepiej schować się pod stolik albo zaszyć w jakiejś puszczy by w spokoju skonsumować steka:)

I ostatnia dygresja dotycząca długości smażenia. Poniżej widzicie produkt finalny - dokładnie taka konsystencję steka lubie - prawie wysmażony ,jednak z odrobiną różowości w środku i ewidentnie soczystego. Stąd dokladnie 2 min 10 sekund na każdą ze stron smażenia - ale proszę pamiętać ze na różnych patelniach i różnych kuchenkach może to trochę inaczej wyglądać. Generalnie polecam właśnie tych 70 sekund smażenia się trzymać i ewentualnie modyfikować wedle swoich smakowych oczekiwań.

Prawda , że rewelacyjne?

Allelujah!!!